*Księga go¶ci*

*Wpisz się*
*Ogl±daj*

 


*Linki*


Mały Książę
Strona o moim ulubionym bohaterze
Test: Czy znasz Małego Księcia?
Książka "Mały Książę"
Antoine de Saint-Exupéry
Blogaski znajomych:)))))
Blog Diany
Strona mojej szkoły
Blog mojej klasy
Ola
Kamil
Tereska
Terenia
Zuzia
Sabina (wielorybek)
Domcia
Karigan
Basieq
Marta
Mycha
Klarcia Tygrysek
Ola
Szukasz noclegu nad morzem?
Hotel Ster
Różniaste
No spróbuj tak zatańczyć!!!
Gry
Smurfy
Gamerival
Kawowe gry
Milionerzy
Salon gier
Myszka
Miłosny kalkulator
Małpki
Chomik
Grupy
Pelikan
Gwiazdka
Koty
Przeskakiwanie
Smoczek
Pociąg
Kaczuszki
Wielorybek
Panda
Rybki
Dziwne coś
Nurek
Miś
Latawiec
Kula śnieżna
Ważka
Świnki
Pomoc Duchowa
acapella.pl
SONDA
Co najbardziej podoba ci się na moim blogu?

Notki
Gry
Linki o Małym Księciu


2006-11-12 12:47:14
JUPI
Hehe :) Udało się! Pokaz filmów wypalił. Przyszło 15 osób, to jest więcej niż się spodziewałam (chociaż wszyscy byli ze szkoły. Nie, nie wszyscy. Lena nie była ze szkoły, Tomek i jakiś znajomy SZEFFa z synem). Bałam się strasznie jak to odbiorą, czy się nie zanudzą... Domyśliłam się ich odczuć gdy spojżałam na zegarek... a to juz była 21 i nikt nie chciał wychjodzić! Chcieli jeszcze oglądać filmy, ale był jeden mały problem... Wszystkie już obejżeliśmy :D Później SZEFFuś gadał z każdym po kolei, co o tym myśli, czy mu się podoba, czy chciałbym spróbować zrobić coś w tym kierunku. Rewelacyjny facet, bo świetnie nawiązuje kontakt w młodzieżą. Teraz organizuję wyjazd na arsztaty do Kalisza Pom. Już mam 6 osób, to jest wystarczająco, zebyśmy sami jechali pociągiem. I SZEFF chce mnie oficjalnie mianować SZEFFową :D :D :D Hehe, przesadza. Teraz, po tych wzystkich doświadczeniach to tylko kamera w ręce i AKCJA!

A dzisiaj koncert pop-oratorium. Boję się, że nie wypali :) Ale będzie git. W sumie to ładnie brzmi, ale chór, mimo, że 140 osobowy to śpiewa jak 30 osób. Może dlatego, że 1/3 z nas to SERDUSZKA... :/ Niektóre dziewczyny są spoko i fajnie śpiewają (może dlatego, że je blisko znam), ale pozostałe to takie małe dieci jeszcze, które czytać chyba nie umieją. No to kończę te nudne wywody. Bye!
skomentuj (5)


2006-11-04 13:10:01
Nicość
Taki dziwny temat dałam. Teraz sama się zastanawiam dlaczego... Faktycznie, to co piszę jest nicością. Nic nieznaczącym tekstem. Piszę, żeby mi bloga nie usunęli. Chociaż, czy w tej sytuacji to istotne, czy mam bloga, czy nie? O czym ja w ogóle gadam?
Ludzie, moje życie to jedno wielkie powikłanie choroby. Choroby jaką jest ten chory, zboczony, zdemoralizowany świat. Nie, nie widzę sensu takiego służenia Panu. Czy kiedyś zaczniemy doceniać życie? Czy ja zacznę zauważać jego dobre strony i czy będę umiała szerzyć szczęście? Pomocy...


skomentuj (3)

2006-08-25 20:24:51
Chaotyczna notka
No to mam 6 minut na napisanie notki.
Wakacje się zaraz kończą. To tragiczne. Miałam przeczytaj wszystkie lektury z pierwszej klasy i tak jakbym nie miała czasu? Ale tego bembi nie zrozumie. Kiedyś zwalę jej na głowę dwójkę nierozgarniętych amerykańskich dzieci, bez żadnych manier, dobrego wychowania i kultury. Niech ona sobie popracuje. Co ja taka chamska się zrobiłam?
Dostałam laptopa. Jako nagrodę... Nie chciałam nagrody, bo w końcu opieka nad tymi bachorami była moim moralnym obowiązkiem i obowiązkiem z miłości, bo w końcu są moim kuzynostwem. Ale nowy komputer się przyda ;)
A od dzisiaj mam aparat na ząbkach. Nie stały, tylko wyjmowany. To dobrze, nawet bardzo. BLANKA JEST W CIĄŻY!!! Nareszcie, bo już niemogliśmy się doczekać. Jeszcze dwie minuty. Ta notka jest bardzo chaotyczna. Przynajmniej zwięzła. We wrześniu jadę do Danii na tydzień do pracy. Ciekawa jestem jak to będzie. A za rok na wakacje do U.S.A jako opiekunka. Też fajowo :) Kończę i buźka dla wszystkich :* Mua
skomentuj (4)

2006-06-26 12:20:29
życie
Życie jest jak czary-mary
rzadziej czary
częściej mary


Bardzo ambitny wierszyk :) hihi .Jestem zmęczona!!!!!!
skomentuj (14)

2006-06-12 19:07:31
Martusiu:
jest bardzo gorąco.
skomentuj (6)

2006-05-23 23:18:08
heh
"Tu byłam". "Kropka". "Błotko". "Daj spokój" "Wisi, colagen?" "Czekooooladaa. Mniaaaaam". "Łzy, samotność". "Dziewczyny, nie płaczcie!". "Co się ze mną dzieje?". "Dorastam???". "Czy to musi być takie trudne??". "Ale faza". "Dół...".

Wciąż te same słowa. Wydaje się - urozmaicone. Ale to zaczyna robić się nudne. Cieszmy się życiem... Póki jeszcze trwa!

"Nie daj mi Boże, broń Boże skosztować tak zwanej życiowej mądrości, dopóki życie trwa, póki życie trwa..."
skomentuj (27)

2006-04-26 15:44:43
Powracam :)
Powróciłam. Zupełnie nie miałam motywacji i jakichkolwiek chęci na pisanie. Mam nadzieję, że się nie obraziliście :P Tyle się działo... Na ferie zimowe byłam w Zwardoniu na nartach, ach... Już nie pamiętam co potem się działo :) Byłam w Międzyzdrojach (jak co tydzień), ale spotkałam się tam z moim najukochańszym chóóóórkiem i było doskonale, tylko krótko.. Wstąpiłam do OAZY, mieliśmy kręci film, ale zawaliłam ze scenariuszem i się nie wyrobimy. I tak byśmy nie wyrobili. Nakręcić porządny film w dwa miesiące i to bez kamery (;) ) NIEREALNE!!! Ach... Zapomniałam jeszcze o najważniejszych sprawach. 2 kwietnia (każdy wie, co to za data) byłam na wspaniałym koncercie TU ES PETRUS. Mam nawet zdjęcie z Maćkiem Miecznikowskim (super! )] ) i jego autograf z dedykacją. Miałam jeszcze możliwość zdobycia utografu Rubika, ale heh :/ no, nie ważne. Uciekł mi facet :)
Kilka dni później poszłam na koncert 2TM2,3 ( www.2tm23art.pl - ściąać muzyczkę!!) i było extra. Dziewczyny jak zwykle gadały ciągle ;P ale i tak było super. No i co najważniejsze mam autografy czterech osób z tego zespołu i zdjęcia z nimi i przede wszystkim z Robertem Drężkiem (jak ty wstawić ? :) ) Więc same pozytywne przeżycia, bo o złych nei chce mi się mówić... Po za tym za dużo ich... Wróćmy do pozytywów :) W piątek przypada rocznica narodzin pewnej małej osóbki... Czyli moich :) Kiedyś byłam naprawdę fajnym bobasem ;) Ach!! I wszystkiego najlepszego Klarusiu na Twoją 16-stkę i czekaj na paczuszkę z prezentem :) :* Wszystkim buziaki przesyłam i do następnej notki!!
skomentuj (23)

2006-01-18 22:29:34
Wieczny Odpoczynek...
Wybitny poeta... Kapłan... Człowiek... Wzór współczesnej młodzieży. Przewodnik duchowy wielu ludzi... Mój przewodnik duchowy... Odszedł... Ksiądz Jan Twardowski...Nie mogę w to uwierzyć. Dla mnie to było nie możliwe, że on może odejść. Nigdy nawet o tym nie myślałam, a jednak...Nawet łzy nie oddadzą tego co czuję...



Wieczny odpoczynek racz Mu dać Panie, a światłoś wiekuista niechaj Mu świeci na wieki wieków. Amen.

Niech odpoczywa w pokoju wiecznym. Amen.
skomentuj (19)

2006-01-06 17:55:55
Trzej Królowie
Ballada o Trzech Królach


(...) A w pałacach na lądach zielonych,
co jak sukno wzburzonej fali,
mieli królowie trzej błękitne dzwony,
w których serca swe na co dzień chowali.
A tak śpiesznie biegli, że w pośpiechu
wzięli tylko myśli pełne grzechu.

...

I ujrzeli nagle wszycy trzej,
gdzie dzieciątko jak kropla światła,
i ujrzeli jak w pękniętych zwierciadłach.
w sobie - czarny, huczący lej.
I poczuli nagle serca trzy,
co jak pięści stężały od żalu,
więc w wielkim pokoju wracali,
kołysani przez zwierzęta jak przez sny. (...)

Krzysztof Kamil Baczyński

skomentuj (2)

2005-12-14 17:23:42
Semestr
Kończy się pierwszy semestr. Jak ja się cieszę... Już trochę luźniej będzie. Nie mam siły nic pisać. Muszę się jeszcze geografii nauczyć i koniec. Koniec męczarni. W sobotę umówiłam się kochaną Zuzieńką (moja przyjaciółka - z chóru. Jest tak wspaniała i szczera...), Słowik był kochany, bo załatwił mi autograf Marka Kolbowicza :D OH! I w ogóle jest jakoś lepiej, chociaż problemy tak ogromne mam... Ale na razie nie chcę o tym myśleć!Cieszę się chwilą i nadchodzącym świętem przyjścia Pana naszego. TO taka radość dla mnie... Pozdrowienia dla wszystkch odwiedzających mojego nudnego bloga... :)
skomentuj (6)

2005-12-09 18:59:52
HUBERT!!!!!!!!!!!!!
Nie uwierzycie. Ja po prostu jestem w szoku i muszę to ogłosić wszystkim jak tylko się da (jaka ze mnie egoistka...). Hubert zrobił dzisiaj cztery pierwsze swoje kroki!!!! I co najwspanialsze... Nie, nie mogę... Te słowa przez łzy szczęścia mi się cisną. I co najwspanialsze... one były skierowane do mnie. Zrobił cztery kroczki i wpadł mi w ramiona, w moje ramiona, tylko moje!!!!!!!!! Naprawdę, nic mi więcej do szczęścia nie trzeba! Dziękuję...

________________________________________

p.s. Mam nakręcony krótki filmik z tego wydarzenia, jak już będę go miała na kompie, to spróbuję go tu umieścić.
skomentuj (3)

2005-12-07 21:25:31
Adwent...
Niedługo będzie już trecia niedziela adwentu. Ten czas tak szybko leci... Lecz nie w radości i pokoju. Tak bardzo się staram, ale i tak nic mi nie wychodzi. Mam po prostu nerwicę. Choroba mnie wykańcza. Boję się każdego dnia. Wolę, żeby nigdy się nie zaczął. Ostatnio jestem po prostu jednym wielkim stresem. Już z niczego nie potrafię się cieszyć. Czy ja muszę dorastać?
skomentuj (0)

2005-12-03 16:31:02
jesień
Myślałam, że może coś napiszę, ale nie ma co. Nic szczególnego się nie dzieje, jesień mnie przygnębia, żyję tylko szkołą. Nazywają mnie kujonką, chociaż ja wcale się nie uczę, nikt mnie nie akceptuje i ogólnie tak jakoś jest mi źle... Chciałabym już poczuć tą atmosferę przyjścia Pana...
skomentuj (2)

2005-11-24 13:27:24
urodzinki
Hubert miał wczoraj urodzinki. Swoje pierwsze urodzinki. Był uroczy. W końcu to już jest dojrzały facet :) był kochany... bawił się, śmiał, a jak trzeba było to był spokojny i grzeczny. Po prostu ANIOŁ z nieba. Kiedyś umieszczę tu zdjęcia z tych urodzinek.

Wczoraj na przyjęciu było tyle pyszności :) tortów ciast, ciateczek. A ja nie mogłam nic zjeść... :( Jestem chora i mam ścisłą dietę. Wczoraj rano szykując się do szkoły jak zwykle złapał mnie skurcz w klatce piersiowej, w mostku. Teraz był byjątkowy mocny i uporczywy. Pojechałam do szpitala. Przsiedziałam tam pół dnia. Nic mi nie poradzili, tylko skierowali na gastroskopię (endoskopię) na dziś. No to pojechałam na 8.00 do Lubelskiej na oddział św. Mikołaja i czekałam. Dostałam tabletkę, która powodowała osłabienie i mdlenie (miałam straszne zawroty głowy) i położyli mnie na tym okropnm łóżku (no ok, do łóżka nie mogę nic mieć ) i dalej nie będę opowiadać, bo chyba nie ma kogoś takiego, kto chciał by wiedzieć jak wygląda ten zabieg. Potem posadzili mnie na wózku, zawieźli do pokoju i położyli. Spałam półtorej godziny. Okazało się, że mam przepuklinę (na przełyku), jakoś przełyk mi krwawi, itp. Całe szczęscie nie jest gorzej. Tyle, że będę to miała już do końca życia. Mam dietę (przynajmniej mogę jeść wszystko), w której muszę jeść mało, ale często. Więc jest ok. Teraz idę się uczyć na historię, geografię i niemiecki, bo sprawdziany jutro...

FHL!
skomentuj (7)

2005-11-06 12:32:15
Znów
Szybko napiszę nową notkę, bo mam mało czasu. Komputer mi się zepsuł(wirus)i jestem w kawiarence i zostało mi tylko 26 minut ;]
Już tyle szkoły mam za sobą. Wreszcie czuję, że coś pożytecznego ze sobą robię. Nawet trochę się uczę :) W klasie mam fajnych ludzi. Już czuję się wśród nichjak u siebie Chociażnie mogę powiedzieć, że nie brakuję mi Katgimu, bo skłamałabym to mówiąc. Cały czas są oni cząstką mojego życia.

Jest taki ktoś, kto daje mi dużo do myślenia. Zawszwe miałam do siebie pretensje, że nie potrafię pisać prawdy o sobie, że potrafię wrzucać na kartkę moich uczuć. Teraz już wiem, że to nie jest umiejętność,którą się z czasem nabywa, tylko to jest łaska. I teraz już wiem, że ja nie muszę nic pisać, bo jest ktoś kto robi to za mnie. To co on pisze, jest tym co ja noszę w sobie i nie potrafę się z nikim tym podzielić. Dziękuję za "wyręczenie" i w pewnym sensie, uratowanie, moich wrażeń. FHL


Mój maleńki Hubercik... 23 listopada będzie miał już roczek. Nie wierzę, że to tak szybko minęło. Poprostu, ten rok przeleciał mi przed oczami i nie zdążyłam się nim nascieszyć. Nie, może jednak to nie prawda. Tyle czasu, ile spędziłam z moim SKARBEM, tyle wspaniałego czasu, niekiedy męczącego, ale jakże przejmującego i poruszającego moje serce, to nie lada radość, jaką Bóg dał mi zaznać. Panie... dziękjuję Ci za mojego siotrzeńca,za jego małe serduszko, ale jak wiele miłości jest w nim... Daj mu szczęśliwe życie pomimo wielu niepowodzeń i trudności, jakienapewno stoją na jego drodze, jak na drodze każdego z nas...

"Grajmy Panu, na harfie, grajmy Panu na cytrze... Chwalmy śpiewem i tańcem cuda te fantastyczne!"
skomentuj (2)

2005-10-08 18:15:37
ach..
Poliyka:
Apeluję do wszystkich zebranyc na moim blogu, którzy są pełnoletni, aby rozsądsnie zagłosowali na przyszłość naszego kraju, i o to, żeby w ogóle zagłosowali!! To już jutro są wybory prezydenckie...

***
Szkoła:
Już jest fajnie. Powiedziałabym, że nawet bardzo fajnie. Znajomi są w porządku, nawet mnie lubią, nie odpychają. Ja już się czuję tam normalnie, tak, że wiem, że należę do ich klasy. Dziewczyny są miłe, chłopacy też mogą być. Szkoła ogólnie jest fajna, nawet basen mam i może nauczę się pływać ;)
Mój chór ma nową stronę internetową:
www.dondiridon.szczecin.pl Ale pamiętajcie, że zgłośnikami ;) Pozdrowienia dla:
Madzi
Ani P.
Ani S.
Marty
Adiego
Dabera
Szarlotki
Ninki
Patrucjii dwóch ;]
A zresztą co tu wymikeniać:
całą klasę z katolika
potem:
Bartka S
i wszystkich z byłej 3c
i wszystkich z KATGIMU
następnie:
wszystkich z don-diri-donu i chciałam przeprosić, że przepraszam, bo widzę, że u niektórych wrażliwość i poczucie winy nie jest mile widziane i wolą, żeby ludzie byli chamscy.
A na końcu pozdro dla mojej nowej klasy i mam nadzieję,że polubicie mnie już na stałę ;)

Faith Hope Love
skomentuj (13)

2005-09-15 17:04:06
.
Szkoła się zaczęła... Jest nieźle, chociaż mam wątpliwości czy do nich pasuję. Nie zaakceptowali mnie na tyle, abym się dobrze na przerwach czuła... Tak mam wrażenie, że mnie tam nie ma, że mnie dla nich nie ma. Przyjdę, czy nie przyjdę, bez różnicy... No cóż.. Tak bywa.
Nuiedawano byłam odwiedzić KATGIM i moją starą klasę. Bywo cudownie! Tak miło mnie powitali... Jak już dojechałam do domu, to ryczeć mi się chciało, żę nie jestem jedną z nich. Tam jest tak miło, normalnie, naturalnie. Nie ma wyścigów, kto jest lepiej ubrany (bo były mundurki :D ) No, ale ogólnie tam jest taka cudowna atmosfera. Ale myślę, że jeszcze będzie odbrze, to kwestia czasu.

Jak będę się uczyć nieźle, to wrócę na chór. To chyba główna motywacja do nauki :) Już nawet mam pare ładnych ocen. Z anglika jedynie 3/5, ale to i tak nieźle, jak na mnie. Pozdrowienia dla :
Całego KATGIM, i wszystkich, którzy już tam nie chodzą;
dla DDD, i proszę Kosa nie odchodź!!!!;
dla całego Piwoniaka i dla wszystkich ogólem wziętych :D
skomentuj (12)

2005-08-28 13:55:38
Zdjątka
No nareszcie mam aktualne zdjęcia Hubercika. Małego, słodkiego, kochanego, filigranowego chłopczyka, kóregokocham o wszystkie czasy i jest on dla mnie najwsanialszym darem od Boga, nawet wtedy, kiedy ciągnie mnie za włosy (straaaasznei boli). Patrzcie i podziwaijcie :D



(tutaj tylko dam zdjecie mojej sostry i mnie. Ta zrabniejsza, w białym kostiumie to moja sioistra)









Na razie tyle. Powiedzcie, czy On nie jest uroczy?
skomentuj (3)

2005-08-26 18:47:20
Już się zbliża...
...koniec wakacji... Gdybym może wciąż chodziła do katolika to bym się pewnie cieszyła, ale, że nowa szkoła to wiążą się z nią nowe stresy. Nie znam młodzieży, nie znam nauczycieli. Będę sama w lesie roślin, które rosną obok siebie od początku, a ja przesadzona bez korzeni w końcu uschnę z braku wody... Jest mi tak ciężko... Oby tylko zostało to co istnieje między mną a moimi przyjaciółmi, chociaż mam wrażenie, ze kogos już straciłam... Ale ja i tak będę miała Cię zawsze w serduchu...
Mój Hubercik ma już ząbek... Mówiłam już o tym? Nie pamiętam. No, ale wspomnę o tym. Wygląda przesłodko. Takie jedno małe białe coś na dolnym dziąsełku :] Nastepnym razem może wrzucę jgo najnowsze zdjęcia.
Proszę... pamiętajcie o mnie i przez to, że może jestem trochę dalej, miejcie jszcze czasem czas, aby choć na chwilę mnie wspomnieć...
I pamiętajcie co w życiu najważniejsze:
Wiara Nadzieja Miłość...
skomentuj (2)

2005-08-03 19:50:49
W Warszawce
Właśnie wróciłam z Muzeum Powstania Warszawskiego. Wycieczka była pełna emcocji i wzruszająca. Bardzo dobrze zrobili, mnóstwo pomysłów. Nie ukrywam, że przez dłuższy czas płakałam. Niesamowite było przejście przez kanał, gdzie było słychać jak nad głowami przelatują i wybuchają bomby. Potem poszliśmy do komunistycznej kawiarni CZERWONYCH znajdującej się z tym muzeum.

U nas w Warszawie upał. Cały czas duchota i 34-35 stopni gorąca. Ukrop wręcz. Właśnie szykujemy się do wyjścia na Stare Miasto. Ciekawe czy się zmieniło.
Jutro jadę do Częstochowy. Jeszcze nigdy tam nie byłam. Mam nadzieję, że uda mi się wymodlić coś u Matki Bożej będąc przy niej. Już nie mogę się doczekać spotkania z nią. Takiej rozmowy, prawdziwej rozmowy w cztery oczy (no nie wiem czy uda mi się, żeby to było w cztery oczy :D ) Uściski dla wszystkich. Kocham

Faith Hope Love!
skomentuj (7)

2005-08-01 22:52:01
..........
Jutro do Wawci!!!!!!!! Warszawko, czekaj na mnie! Już jadę! No. Na parę dni, a potem do wspaniałej Częstochowy! Już nie mogę się doczekać spotkania z Matką... Matuńką z Częstochowy. Jak ja się cieszę!!!
No. Dzisiaj miałam ssssssstraszny dzień. Po prostu wolałabam go przespać. Nie będę opowiadać, bo to nudne.
Wczorajszy dzień był świetny. Po prostu tylko w takie dni mogłabym żyć :D
Kończę, bo chce mi się spać.
Szczególne pozdrowienia dla moich przyjaciół Konradka i Adama (dzięki, że jesteście moją rodziną) No i dla Karuńki!
skomentuj (1)

2005-07-31 15:28:33
Lepiej umrzeć jak zgrzeszyć
Patronka RUCHU CZYSTYCH SERC

Tajemnica lasu

W całej, rozległej wsi Wał-Ruda panował smutek, przygnębienie i niepewność. Przyczyną nie była tylko tocząca się od kilku miesięcy wojna, nazwana później I wojną światową. W tych stronach objawiała się ona przemarszem wojsk, raz austriackich a raz rosyjskich, ciągłymi rekwizycjami i złowrogim przetaczaniem się frontu. Do tych nieszczęść doszło jednakże jeszcze inne, które ugodziło jakby w samo serce społeczności wiejskiej.

18 listopada, w biały dzień, żołdak rosyjski wszedł do chaty Kózków i uprowadził siłą ojca rodziny i córkę 16-letnią Karolinę; wywiódł ich w pole, tam odpędził ojca grożąc bronią a dziewczynkę pognał do lasu. Od tego czasu nikt już Karolinki nie zobaczył.

Minęło przeszło dwa tygodnie, gdy się to stało. Rodzice przeżywali swoją tragedię trwając na modlitwie, ale też w wyrzutach sumienia. Tego tragicznego dnia Karolinka błagała matkę, by ją wzięła ze sobą na Mszę św. do kościoła w Zabawie. Matka tłumaczyła jej, że na drogach włóczą się żołnierze i w domu jest bezpieczniejsza. Karolinka nalegała ze łzami: Wolałabym iść raczej do kościoła, bo się dziś czegoś boję. Matka postawiła na swoim i wyszła sama. Po powrocie, gdy dowiedziała się od męża, co się stało, zemdlała. A Jan Kózka, ojciec dobry i troskliwy, też nie mógł sobie darować, że sterroryzowany przez uzbrojonego i wściekłego żołdaka nie dość skutecznie próbował ratować córkę.

Stale myślą wracał do każdego momentu zajścia. Zaczęło się o godzinie 9-ej. Był w domu z córkami, Karolinką i Rozalką, i małym synkiem, Władkiem, w kołysce. Wszedł żołnierz rosyjski, ostro pytając się, gdzie są wojska austriackie. Odpowiedź, że tydzień temu już się wycofały, a gdzie są teraz, nie wiadomo, nie zadowoliła pytającego. Widać było, że jest agresywnie nastawiony. Ojciec próbował go udobruchać ofiarowując chleb, jajka, masło, śmietanę. Odtrącił wszystko i kazał ojcu i Karolinie iść ze sobą, rzekomo do komendanta. Karolina włożyła buty, ale nie zdążyła ich zasznurować, na plecy zarzuciła kurtkę brata. Gdy wyszli, ojciec skierował się w stronę wsi, aby być bliżej ludzi, ale napastnik zażądał pójścia w pole. Zagroda Kózków znajdowała się na skraju wsi, za nią były pola i niedaleko ciemny, gęsty las. Uszli kawałek drogi; gdy znaleźli się wśród drzew, żołnierz przystawił ojcu bagnet do piersi i kazał zawrócić, po czym pognał Karolinę leśną ścieżką w głąb zarośli. Ojciec stał jeszcze chwilę, nieprzytomnie wpatrzony w głębie leśne, gdzie zniknęło mu z oczu ukochane dziecko. Myślał pobiec ku wsi po ratunek, ale nogi miał jakby sparaliżowane. Do sąsiada, który wybiegł mu naprzeciw, dał radę tylko wykrztusić: W lesie... Karolina... moskal... Trząsł się i nie mógł mówić dalej. Przyszedł po pewnym czasie do domu jak błędny i od tego czasu nie zaznał chwili spokoju.

Wieść lotem błyskawicy obiegła całą wieś. Do zrozpaczonych rodziców przyszli sąsiedzi i krewni, naradzano się, chodzono w kierunku lasu, ale bano się wejść w jego głąb.

Jeszcze tego samego dnia nadeszły dalsze wieści. Dwóch chłopaków ze wsi, Franek Zaleśny i Franek Broda, ukrywali w lesie swoje konie, bojąc się ich zarekwirowania dla wojska. Znalazłszy bezpieczną kryjówkę w gąszczu, uwiązali konie i wracali do domu mało uczęszczaną ścieżką. W odległości jakichś 60 metrów ujrzeli uzbrojonego sołdata próbującego złapać wyrywającą się mu dziewczynę. Obserwowali przez jakieś 10 minut tę szarpaninę, w której dziewczyna (nie rozpoznali, że to była Karolinka) dzielnie broniła się i wyrywała z rąk napastnika, próbując uciekać w stronę wsi. Ale, gdy żołdak ją doganiał, zawracał ją w głąb lasu. W ten sposób, w czasie, gdy ich obserwowali chłopcy, pokonali zaledwie jakieś 80 metrów. Potem chłopcy uciekli do wsi, opowiadając, co widzieli. Po tych zeznaniach cała wieś już wrzała. Otaczano półprzytomnych z przerażenia rodziców, naradzano się nad sposobami ratunku. Dano znać do proboszcza w Zabawie, księdza Władysława Mendrali, który natychmiast wszczął starania u władz wojskowych, by sprawcę porwania dziewczyny i ją samą odnaleźć. Wszystkim sprawa leżała głęboko na sercu, gdyż Karolinka Kózka była przez wszystkich kochana i ogólnie znana od najlepszej strony.



Ofiara czy bohaterka

Okazało się, że tę skromną, rudą, niezbyt ładną, ale hożą i zgrabną dziewczynę znał każdy we wsi. W jej twarzy zwracały uwagę głęboko osadzone, duże oczy, wyraz zdecydowania i skupienie. Uczyła się dobrze, szczególnie religii, chodząc do szkoły, oddalonej o dwa kilometry od domu. Była robotna, nie tylko pracowała ciężko w gospodarstwie rodziców, pomagając im od dzieciństwa, ale zapisując się w wdzięcznej pamięci różnych ludzi swoją uczynnością. Była bardzo miłosierna, gotowa służyć i pomagać każdemu człowiekowi. Była usposobienia raczej powolnego, ale energiczna, pogodna, poważna - tak ją oceniały koleżanki. Była też wierna w przyjaźni. Wszyscy zauważyli jej głęboką religijność. Była pierwsza do modlitwy w domu i w kościele. Dzieci ze wsi i koleżanki szkolne skupiała na nauce katechizmu, czytaniu książek religijnych, rozmowach o Bogu. Należała do stowarzyszeń kościelnych, wszędzie przodując swoją gorliwością i skupieniem. Kiedy kobiety mówiły, że ruda i nie nadaje się do noszenia feretronu, nie obrażała się ani nie zrażała, a od noszenia obrazu nie odstąpiła - wspominano. Szeptali sobie o niej wiejscy chłopcy, którym się podobała ta pogodna i towarzyska dziewczyna; że gdy jej coś przygadali, ani nie moralizowała, ani się nie oburzała, tylko się uśmiechnęła i coś odpowiedziała grzecznie, ale tak inteligentnie i bystro, żeśmy zostali bez słowa. Najwięcej o jej religijności wiedział proboszcz i księża pracujący w parafii, dlatego oni, przejęci tragicznym wydarzeniem, pragnęli zrozumieć tajemnicę planów Boga, który właśnie tę pobożną i czystą dziewczynę wydał w ręce gwałciciela. Zresztą w mniejszym lub większym stopniu takie pytanie zadawali sobie wszyscy, którzy Karolcię znali, dlaczego musiało to spotkać właśnie ją, tak dobrą i niewinną dziewczynę.

Czas upływał; front wojenny się oddalił. Wieś, po wstrząsie, wróciła do swych gospodarskich obowiązków, zagroda Kózków żyła znów swoją codziennością, ale bez dawnej pogody i spokoju. Był już grudzień, kilkustopniowy mróz ściął grudę.

4 grudnia do domu Kózków wbiegł sąsiad, Franciszek Szwiec, i ledwo mogąc mówić od łez, wykrztusił: Waszą dziewuchę - w lesie - Karolcię - znalazłem. Potem proboszczowi opisał w ten sposób swoje odkrycie: „W piątek rano dnia 4 grudnia wyszedłem do lasu waleńskiego zbierać drzewo. Za fosą w zaroślach spostrzegłem coś bielejącego. Gdy zbliżyłem się, dokładnie poznałem, że to są zwłoki uprowadzonej dziewczyny - Karoliny Kózki. Pospiesznie zawiadomiłem o tym ojca, Jana Kózkę, który razem z Maciejem Głową, rolnikiem, i Franciszkiem Zaleśnym, chłopcem, udali się w to miejsce celem przewiezienia ciała”. Prędzej na to miejsce przyszli inni sąsiedzi, idąc prosto przez pola. Ciało Karoliny leżało na wznak, wmarznięte w ziemię, w jednym ręku znajdowała się chusteczka zerwana z głowy. Pod głową i barkami były ślady krwi, która musiała wsiąknąć w ziemię. Domyślono się, że Karolina, póki miała siły, uciekała ku brzegowi lasu, na pole, licząc, że spotka tam ludzi, którzy jej przyjdą z pomocą. Miejsce śmierci było oddalone około kilometra od miejsca rozstania z ojcem. Taka długa była trasa jej rozpaczliwej walki o życie i cześć.



Ponad śmierć silniejsza jest miłość

Ciało Karolci owinięto w białe prześcieradło i powieziono do domu. Po drodze dołączali ludzie, bo wieść rozeszła się szybko. Szli w milczeniu i łzach jak w orszaku pogrzebowym. W domu przystąpiono do ostatniej posługi, którą można było oddać umęczonemu ciału. Przystąpiły do niej trzy osoby: akuszerka Rozalia Łazarz, sąsiadka Maria Pająk i , ponieważ w okolicy nie było lekarza, tzw. urzędowy oglądacz zwłok, Jan Baran, który był uprawniony do wydania świadectwa śmierci. Oni byli pierwszymi i wiarygodnymi świadkami, którym przyszło rozpoznać przyczynę i okoliczności męczeńskiej śmierci Karoliny Kózki.

Obmywając ciało, odsłaniali krok za krokiem przebieg krwawych wydarzeń. Karolinka była boso, uciekając zgubiła niezasznurowane trzewiki. Odnaleziono je później w lesie, a także dalej kurtkę brata, którą sama zrzuciła lub którą zdarł z niej napastnik. Nogi miała pokaleczone kolcami jeżyn i cierni, a także zabłocone po kolana. Widać biegła celowo - pomimo bólu - po gęstym poszyciu leśnym, zmierzając ku podmokłym częściom lasu, licząc na to, że będąc lekka i zwinna, da radę skakać z kępy na kępę, a goniący ją żołnierz, uzbrojony i w ciężkim, długim szynelu utknie w bagnie. Gdy te nadzieje znikły, skierowała się ku brzegowi lasu, gdzie zaczynały się pola. W sumie ten dramatyczny bieg miał miejsce na przestrzeni około 1 kilometra. Napastnik biegł raz dalej, raz tuż tuż za swoją ofiarą. Determinacja dziewczyny zamieniła jego żądzę we wściekłość. W pewnej chwili wyciągnął z pochwy długą kozacką szablę i ciął Karolinę w tył głowy. Wtedy dziewczyna zrozumiała, że walka idzie o życie, postanowiła drogo je sprzedać. Obróciła się twarzą do swego kata i gdy podniósł szablę do następnego ciosu, aby ochronić głowę, chwyciła ręką za koniec ostrza. Żołdak wyrwał szablę, przecinając Karolinie palce. Pomimo bólu i płynącej krwi dziewczyna walczyła dalej. Teraz cios następował po ciosie. Ostatni, szósty, przeciął aortę szyjną i tchawicę; wtedy dziewczyna upadła na ziemię, śmierć nastąpiła w ciągu kilku minut.

Wszystkie te szczegóły odkrywali ci, którzy z powagą i czcią obmywali ciało zamordowanej. Reszta zebranych, rodzina, sąsiedzi, klęcząc na podwórzu z zapalonymi gromnicami, odmawiała różaniec. Wszyscy mieli świadomość, że uczestniczą w jakimś misterium, którego nie we wszystkim są w stanie pojąć.

Gdy ukończono obmywanie zwłok i ubrano je do trumny, akuszerka Rozalia Łazarz, przez drzwi oznajmiła zebranym: Nietknięta, widać, że się broniła przed żołnierzem, nietknięta dziewczyna. Rodzicom spadł z serca kamień, bo chociaż wiedzieli, że życia córce nic nie zwróci, jednak wieść, że uratowała swoją dziewczęcą godność, podziałała na nich jak balsam. Osoby zajęte ostatnią posługą wobec ciała Karoliny, do których dołączyła jeszcze matka i wuj Franciszek Borzęcki, zostali powołani do stwierdzenia niewinności zabitej wobec proboszcza, który zajął się z całą powagą zebraniem wszystkich zeznań o życiu i śmierci swojej młodziutkiej parafianki. Miał poczucie, że dotyka sprawy największego wymiaru: świętości i męczeństwa.

To było nie tylko jego odczucie. Gdy się rozeszła wieść, że droga wszystkim Karolcia wolała umrzeć, niż utracić czystość, od razu jej postać przybrała w oczach ludzkich znamion świętości. Dotychczas jedna nich, członek wiejskiej społeczności, wyrosła teraz na wyżyny bohaterstwa w umiłowaniu Boga i Jego prawa. Zdumiewało to, że w ciągu zaledwie 16-tu lat życia, chodząc twardo po ziemi swymi pracowitymi nogami, równocześnie głową i sercem sięgała nieba.

To były refleksje, które towarzyszyły dwutysięcznej rzeszy, która odprowadzała jasną, sosnową trumnę Karolci na cmentarz 6 grudnia 1914 roku. Zdumiewało uczestnictwo wielu żołnierzy rosyjskich. Sprawcy zabójstwa nie odnaleziono. Modlono się za Karolcię i do niej, prosząc o wstawiennictwo u Boga, którego musiała już widzieć, skoro Chrystus obiecał to ludziom czystego serca. A ona zaniosła przed Boży tron nie tylko swoje czyste serce ale i palmę męczeństwa.

Potem jeszcze długo mówiono o niej, wspominając różne wydarzenia z jej życia, czyny i słowa. Chciano je zapamiętać jako wskazówkę na przyszłość, przesłanie, sposób na życie, niezwykłe życie.... To samo odnosi się do nas, ludzi współczesnych, gdyż święci pozostają młodzi do końca czasów. Więc młoda Karolina mówi do nas swoim życiem i śmiercią.

Była bardzo wstydliwa i skromna, nie lubiła płochych rozmów i dwuznacznych żartów. Nazywano Karolinę powszechnie „aniołem w ludzkim ciele”... Nie słyszałam, żeby ją uważali za jakąś dziwaczkę, słyszałam natomiast, że ją wszyscy szanowali i kochali wspomina koleżanka. Nie chciała wyjść za mąż, aby - jak powiedziała - mogła w niebie przebywać z Matką Bożą. Umyśliła sobie, że dobuduje do domu rodzinnego komórkę, w której zamieszka, oddając się modlitwie, służąc Bogu i pomagając ludziom. Dziś ten rodzaj powołania do konsekracji pozostając w świecie, jest uznany przez Kościół.

Czystość była dla niej wartością ponad inne. Przez nią czuła szczególną więź, jakby pokrewieństwo z Jezusem Chrystusem i Jego dziewiczą Matką. Oddać ją komukolwiek - to się nie mieściło w jej głowie. Umiłowanie czystości czerpała z Eucharystii.

Karolina uczy nas też korzystania z czasu, aby jak najwięcej czynić dobra. Była gorliwa w obowiązkach i pełna inicjatyw. Wszędzie jej było pełno: w stowarzyszeniach religijnych, w przygotowaniach do świąt, pielęgnowaniu obyczajów. Dbała o kapliczkę przydrożną, sprzątała i ozdabiała kościół. Była pierwsza do pomocy i do pacierza, zawsze chętna, radosna i praktyczna. Jej ukochaną modlitwą był różaniec. Maryś, - radziła koleżance - gdzie tylko się ruszysz, miej zawsze ze sobą różaniec.

Jak intensywnego życia wewnętrznego i współpracy z łaską trzeba było, aby w tak krótkim czasie osiągnąć dojrzałość duchową i świętość. Bóg wybrał Karolinę i „przyozdobił szatą zbawienia", aby była znakiem na dzisiejsze czasy, gdy trzeba walczyć o czystość serca z taką determinacją, jaką ona nam pokazała.


skomentuj (2)

2005-07-27 16:04:39
Co nieco o wakacjach :D
Wakacje jak to bywa w moim krótkki jak dotąd życiu spędzam w Międzyzdrojach. Pogoda jest śłiczniutka ;)Chociaż nie mogę z niej kożystać, bo jakby to powiedzieć... jestem chora!!! Ale tak bywa ju ze mną :D Ja zawsze wtedy,kiedy jest fajnie jestem chora :/ No, ale żyję i to jest najwazniejsze.

O Huberciku(uwielbiam ten temat :D ):

Mój Maleńki 23bm. miał ósme urodziny (w miesiącach oczywiście :D) Jest już taki duży. Uroczy! A najepsze jest to, że właśnie zaczął raczkować!!!! Tak ślicznie wygląda gdy ślizga się na podłodze w domu :] A jak się zmęczy to się tak śmiesznie czołga jak mały żołnierz :] Ale Hubert już odkrył, ze każde "zejście" na ziemię jest ryzykowne, bo siniaków ma porównywalnie do iloście siniaków Michaczewskiego :D
Ale jest bardzo dzielny. Nawet nie płakał jak się uderzył. Mój mały Aniołek... Napiszę tu coś, co napisała moja siostrzyczka w imieniu Hubercika:

Nosek zgrabny, ładny
Oczka szare, duże
Policzki kształtne, miękkie
Uszy nieco twarde
Włosy są najlepsze
Długie, gładkie, piękne
Plączą się paluszki w ich splotach mięciutkich
Moją rączką małą lubię badać szyję
Już się przekonałem
Westchnąłem głęboko i
wtuliłem miło
Boto przecież cioica
Ciociunia młodziutka
Och, ja już zasypiam...
Ostatnie sprawdzenie - nosek ładny, zgrabny
Chrrrr...

Ona jest taka kochana... Moja siostrzyczka... Ja nie wiem, co bym zrobiła gdybym jej nie miała przy sobie...
skomentuj (4)

2005-07-06 22:51:38
Wakacje...
Od jakiegoś czasu trwają wakacje... Ja tam się cieszę, ale brakuje mi kilku wspaniałych. Och, muszę iść. Zwyczajem wspaniałego kolegi:

WIARA NADZIEJA MIŁOŚĆ wam!
skomentuj (7)

2005-06-17 15:25:20
W Międzyzdrojach
No jak sam tytuł podkreśla, jestem nad morzem. Naszym pięknym, polskim morzem... Jest super, oprócz tego, że brakuje mi tu znajomych. Nudzi mi się i iągle przed komputerem siedzię, bo nawet książek zapomniałam. Jedyną, którą tu mam, to moja ulubiona kucharska i "Bajki Niebieskie" ks. Malińskiego :D No, ale ogólnie jest git :] Rodzice dają mi nawet trochę popracować (to schody zamiotę, łóżko ludziom pościelę, doniosą klientom coś jak czegoś potrzebują), tylko jest problem jak są Niemcy :) Oni nie rozumieją, że ja nie rozumiem, gadają do mnie i gadają a ja na końcu ładną polszczyzną, pięknym pomorskim akcentem odpowiem im "przepraszam pana bardzo, ale nie rozumiem, co pan do mnie mówi" :D Ich miny wtedy :) Fajnie się też odbiera telefony i zapisuje rezerwacje na kartach. Tego jest tak dużo! No, ale załatwiłam rodzicom Szwedów chyba na trzy noce. Fajnie jak rodzice mają hotel nad morzem. Każdy wolny czas tutaj. W Międzyzdrojach. Uwielbiam patrzeć tu na zachody słońca. Na wschody też, ale nie chce mi się tak wcześnie wstawać :D I smaczne mają tu też lody z automatu :D Niedługo wakacje. Co prawda ja już je mam od tygodnia, ale to takie nie oficjalne. Na te oficjalne wyjeżdżam na tydzień do Niemiec. Na seminarium dotyczące zdrowia i urody, oraz aktywnego wypoczynku :) Jak zobacvzyłam ten temat to przestraszyłam się, że mnie na modelkę zrobią. Ale i tak będzie fajnie. Jadę tam z Gosią, więc fajnie, to trochę bliżej się poznamy i łatwiej mi będzie zaakceptować przez nią nową klasę. No tak. Zapomniałam Wam powiedzieć, że zmieniam szkołę. No zdarza się (mi po raz piąty :D ) Strrrrasznie będzie mi brakowało mojej kochanej klasy. Wszystkich chłopców i dziewczynek... Trudno mi będzie, ale mam nadzieję, że nie zapomnią o mnie i od czasu do czasu prześlą mi jakiegoś miłego sms- ka czy wiadomść na gy - gy.
No... Hubercik rośnie jak szalony. Powoli, powolutku zaczyna raczkować (na razie tylko do tyłu :) ), ale najlepsze co potrafi, to śmiać się. To takie pogodne dzieciątko! I tak pięknie się śmieje. Jak się patrzy na niego to on się uśmiecha tymi dziąsełkami, a ten uśmiech jest tak zaraźliwy, że się nie da nie odwzajemnić. No jest po prostu Boski!
Pięknie słoneczko świeci. Prosto na ekran i nic nie widzę :]
Pozdrowienia dla:
Madzi (cieszę się, że się na mnie nie fochasz)
Bartka (uważaj na siebie i nie daj się złapać PRZESTĘPCOM ;) )
Słowika Seniora, za to, że jako jedyny raczy czytać moje wypociny na tym blogu i czasem nawet skomentuje je :*,
Krasnalka (dawno cię nie widziałam... tęsknię :* )
Ani P. (Ciebie też dawno nie widziałam, będzie mi ciebie brakowało)
Marty (nie przejmuj się nikim, będzie dobrze!!! )
Cześka
Rośka
Kao
Adiego
Zresztą, co wymieniać. Wszystkich chopaków w klasie i wszysrtkie dziewzynki,
i wszystkich chłopców w szkole i wszytkie dziewczynki,
i Kosę,
i Krzycha,
i Zuziuchnę kochaną :*,
i wszystkich z DDD
i Dżartura (szególne pozdr dla ciebie :*)
skomentuj (12)

2005-06-11 16:18:30
Mały Książę
Pewnie pomyślicie, że zwariowałąm. Ale znów Mały Książę. Trochę ciekawosek o nim. Nie musicie tego oglądać. Nie zmuszam Was.

Zachody słońca...





Ile zachodów słońca oglądał Mały Książę w dniu, w którym był wyjątkowo smutny? W wydaniach francuskich tych zachodów jest 43. W angielskich tłumaczeniach Katherine Woods francuskie słowa "quarante-trois" (43) są tłumaczone jako "forty-four times" (44). W większości pozostałych wydań zagranicznych (także w polskich) jest ich 43. Jest jednak i angielskojęzyczna książka w tłumaczeniu T.V.F. Cuffe, gdzie słońce zachodziło 43 razy.







Tyle mówi książka w rozdziale IV. Ale czy ktoś z was zastanowił się nad tym, że napisał ją francuz, który na pewno nie zna wartości złotówki. I oto kolejny problem! W oryginale francuskim piękny dom kosztowałby 100 tysięcy franków. Tak też dosłownie przekłada na język polski ten fragment większość tłumaczy. Nie wszyscy jednak. Podany wyżej fragment pochodzi z tłumaczenia J. Szwykowskiego. M. Cywińska natomiast - w zależności od wydania - podaje, że ów piękny dom kosztuje milion złotych lub sto milionów złotych! Są też przekłady, gdzie dom kosztuje po prostu sto tysięcy - bez podania waluty.







3. Niepublikowane wiadomości

Nie wszystkie rysunki i szkice wykonane przez Antoine de Saint-Exupery'ego trafiły ostatecznie do książki. "Łowca motyli" z własną wersją cieplarnianego kwiatka na planecie, która miała zostać planetą Małego Księcia i tak miał więcej szczęścia niż szkic postaci Małego Księcia, noszący ślady zgniecenia w kulkę przez autora.






Nie doczekał się też publikacji wczesny szkic Małego Księcia, na którym pojawia się lotnik, a dokładniej jego niewielka część.



No to na razie tyle. Pozdrowienia. Rodzice, kocham Was i przepraszam :*


skomentuj (3)

2005-06-09 22:48:25
Dziękuję
Kochana Aduniu...
Wiesz, jesteś moją jedyną siostrą...
Moją ukochaną siostrą.
Tylko Ty potrafisz naprawdę mnie zrozumieć.
Tylko Ty skutecznie mnie bronisz w trudnych sprawach.
Tylko Ty piszesz mi wiersze.
Tylko Ty piszesz mi opowiadania.
W końcu tylko Ty jesteś dzieckiem moich rodziców. Tylko Ty jesteś naprawdę moją najlepszą przyjaciółką. Dziękuję Ci, że jesteś moją!
skomentuj (1)

2005-06-09 18:03:11
No...
Jest dobrze. Rodzice są jednak wspaniałymi ludźmi i nikt mnie tak nie rozumie jak oni... Dziękuję:*
skomentuj (2)

2005-06-09 17:21:07
Ratunku!!!
Pomocy!!! Właśnie trwa wywiadówka... Nie, no ja zwariuję. ie wiem co mam myśleć. Pomocy!!! Tak źle nei było. Pozdrawiam wszystkich, których rodzice mają teraz wywiadówkę. 3 majcie się!!!!!
skomentuj (0)

2005-06-05 14:18:54
Niedługo
Jak widzicie wszystkie związki się rozpadły, tylko nie mój :D Ale oczywici to tylko zabawa :) Wszkole jakoś udaje mi się nadrobić zaległości, a od września całę moje życie się zmieni. Nie zapuszczę się. Będzie dobrze, będę się więcej uczyć, będę solidniejsza i w ogóle będę, bo jak na razie to głowę mam w chmurach. Och Madziu... Już nie długo wakacje. Przyomnij swoim rodzicom, żeby zadzwonili do moich, bo bardzo mi na tym zależy, chociaż nei wiem, czy tobie zależy... Ale fajnei by było. I nic się nei martw, tu jest bezpiecznie. Po za tym musimy się sobą nacieszyć.
Mały Hubercik (już nie taki ały, bo ma już te 6 miesięcy) powoli zaczyna się czołgać i już nei długo będzie raczkował. Trzeba będzie czały czas za nim latać :D Będzie słodko :*
Strasznie mi się tęsknie do chóru, ale coś czuję, że nidługo się rozpadnie. I chyba neistety mam rację.
Nie dawno było święto Najświętszego Serca Pana Jezusa, i w parafi NSPJ były relikwie św. Marii Małgorzaty (nie pamiętam fracuskiego nazwiska). Była piękna uroczystość powierzenia się przez tą świętą Sercu Jezusowemu. No i był koncert księdza wirtuoza gry na fortepianie z Francji (ten ksiądz grał lepiej od Makowicza, bez urazy panie Makowicz :) Pan też super gra :D:D:D:D )cały czas po francuzku mówił, ale ks. Andrzej i tak tłumaczył. Było bardzo ciekawie. No. Co jeszcze... Teraz jestem w Międzyzdrojach, przed chwilą sypał grad, a teraz świeci słoneczko, że można się opalić. Właśnie słucham papieża. Jak ładne mówi po polsku. I widać sprawia mu to radość. Ciekawe kiedy do nas przyjedzie. A to jest jego herb, dla tych, którzy tego nei wiedzą. W następnej notce trochę o nim napiszę.



Pozdrowionka:

Madziunia
Krasnalek
Ania
Marta
Zuzia
Mała Ania (sostrzyczka Madzi)
Klara
Adunia
Hubrcik
Bartek
Bartek
Kosa
Mickiewicz
Bełzul Mały
Bełzul Duży
Słowik Mały
Daber
Czechu
Adi
Kisiel
Nikt
Stasiu
Rośkowie (mały i duży)
i wszyscy, o których zapomniałam.
Pozdrox :*
skomentuj (8)

****Szablon by   Elannor art by Elannor@

***
blog.pl